środa, 28 października 2015

Wstydliwa historia majtek

Nie sądziłam, że dane mi będzie kiedyś przeczytać książkę o... majtkach. W dodatku książkę, jakby nie patrzeć, historyczną. Od sukienek powstających z traw, przez tuniki, mieszki, pantalony, po majtki i stringi.
"Wstydliwa historia majtek dla prawie dorosłych". Jak to brzmi?! A jednak książka okazała się ciekawą i zabawną podróżą w czasie, widzianą z dosyć nietypowej perspektywy.
Autorka, Iwona Wierzba, swoją opowieść o pojawieniu się w świecie majtek zaczyna już w bardzo odległych czasach. Jak można się domyślić, ich pierwowzoru doszukuje się już w Rajskim Ogrodzie, w momencie, gdy Adam i Ewa swą nagość przykrywają listkami figowymi. Jeśli ten epizod w historii bielizny wydaje się całkiem normalny, od czegoś przecież trzeba zacząć, to późniejsze projekty są popisem ludzkiej fantazji. Warto wspomnieć o mieszkach, wszelkiego rodzaju bryczesach, pludrach i pantalonach zaopatrzonych w przeróżne wstążki i wstążeczki, plisy, zakładki i otwory.
Bielizna miała swoje wzloty i upadki. Głównie jednak upadki, gdy jedynymi osobami z którymi się kojarzyła były kokoty.
Ciekawe jest to, że bielizna męska rozwijała się bez większych problemów i głównie do przodu. Panowie wysoko cenili sobie osłanianie części intymnych, choć także tu jest kilka nurtów uwsteczniających. Co się tyczy bielizny damskiej to dopiero w XVII wieku kobiety mogły bezkarnie włożyć pantalony, kojarzone do tej pory z dosyć lekkim obyczajami.
I kilka cytatów:

Angielski poeta, filozof i dyplomata Geoffrey Chaucer (1343-1400) w Opowieściach kanterberyjskich opisał mężczyznę, któremu spod tuniki wystawały pośladki przypominające w "tylne części małpy w świetle księżyca". Na niczym nieskrępowane, publiczne obnażanie atrybutów męskości zareagował nawet król Henryk VII, zabraniając noszenia krótkich tunik wszystkim dworzanom, którzy nie mieli przynajmniej tytułu lordowskiego. Tylko wysoko urodzeni mogli bezkarnie eksponować swoje przyrodzenie. (str.42)

Michale de Montaigne, francuski pisarz i filozof - humanista, jeden z głównych przedstawicieli renesansu, twierdził, że zasłanianie określonych części ciała jest próbą przyciągnięcia do nich uwagi. Uważał, że damy noszą majtki w celu rozbudzania męskiej wyobraźni i świadomie manipulują ich uwagą tak, aby koncentrowała się na częściach ciała, które zakrywa bielizna. (str.55)

Historycy ich powstanie przypisują Wystawie światowej w Nowym Jorku w 1939 r., kiedy to burmistrz tego miasta Fiorello La Guardia, nie chcąc gorszyć gości przybywających na wystawę, wprowadził ustawę, która zakazywała tancerkom występować w klubach nago. (...) I tak pojawiły się stringi, praktycznie niewidoczne, a jednak istniejące. (str. 104)

"Wstydliwa historia majtek" to także opowieść o człowieku. O jego podejściu do własnego ciała, nagości, wstydu, higieny.

Podsumowując: polecam! Książka jest ciekawa i zabawna. Dodatkowo grafika zdecydowanie na plus.

czwartek, 15 października 2015

Historie z Pewnego Miasta

Od ponad roku mam wątpliwy zaszczyt być "klientką" Urzędu Pracy w Pewnym Mieście. Miałam nadzieję, że szybciej stanę na nogi na rynku pracy, ale niestety nie udało się. Ale nie o tym chce powiedzieć. Gdyby ktoś opowiedział mi, co może dziać się w UP chyba bym nie uwierzyła. Przecież to instytucja państwowa! Zobowiązana do przestrzegania jakiś standardów, przepisów. Wiem, tam też pracują tylko ludzie. Mogą mieć gorszy dzień, może jakaś sytuacja losowa. Ale przez rok?!

Zaczęło się od szukania pracy na gwałt. Młody był już zapisany do żłobka, więc mama musi migiem do pracy. Dostałam miesiąc na jej znalezienie, bo Młodego skreślą. Spięłam się. Pomyślałam "OK, dam radę". Jak nie praca to staż. W końcu z takimi kwalifikacjami nie mam szans na pracę, a staż to szansa na przekwalifikowanie się.
Ale to już sierpień, wrzesień. Druga połowa roku. Jeśli NFZ nie ma już pieniędzy to może UP też zostało bezczelnie ograbione przez obywateli. Jednak pełna dobrych myśli i zapału weszłam na stronę rzeczonego urzędu. Odszukałam zakładkę formy aktywizacji - staże. A tam pusto, wiatr hula, żywego ducha. No żesz! Faktycznie zabrakło im pieniędzy.
Wchodzę tam codziennie. Każdy dzień zaczynam i kończę od sprawdzenia ofert staży. Dwa tygodnie minęły w strasznym napięciu, bo czas goni. Ale tak się zafiksowałam na punkcie stażu, że w ogóle nie pomyślałam, żeby poszukać pracy. Niech będzie. Zakładka "Oferty pracy"... a tam! Jak dostałam po oczach ofertami staży to myślałam, że z krzesła spadnę!!!
Wypisałam od razu te, które mnie interesują i następnego dnia z samego rana śmigam do UP.

W UP po załatwieniu sprawy staży, przeszłam do tego, co gryzło mnie od wczoraj.

- Eee... przepraszam... a na stronie internetowej jest specjalna zakładka "Staże" i tak nic nie ma. Bo wszystko jest wpisane w "Ofertach pracy".
- Tak. I?
- No i to jest bardzo mylące! Ja, proszę pani, zmarnowałam połowę czasu przez to, że na stronie jest bałagan!
- Ale co pani! Jaki bałagan?
- Proszę pani, jeśli jest osobna zakładka "Staże" to wypadałoby, żeby właśnie tam były zamieszczane oferty staży. Czy mogłaby pani, zgłosić to informatykowi? Może on się zajmie redagowaniem strony?
- No zgłosić mogę, ale ja nie wiem o co pani chodzi. Zawsze tak było i tak jest wszędzie. Następnym razem, jeśli będzie pani szukać ofert pracy, proszę wejść na zakładkę "Oferty pracy". Dziękuję, to wszystko.

Poczułam się jak skończona idiotka! Wyszło na to, że jestem jedyną osobą w Pewnym Mieście, która szukała staży tam, gdzie teoretycznie powinny być.
Na szczęście udało mi się dostać na staż i Młody mógł mniej lub bardziej ochoczo chodzić do żłobka.

Ale to był dopiero początek...

czwartek, 1 października 2015

Klasyka trochę inaczej

Gdy wczoraj wieczorem usłyszałam w radio, od razu się zakochałam. Przepadłam!
Panowie mają talent, pomysł i bardzo dobry gust muzyczny.
Cóż tu więcej mówić, niech sztuka obroni się sama.


wtorek, 29 września 2015

Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji

Co przychodzi mi do głowy, gdy słyszę nazwisko "Audrey Hepburn"?
Kilkadziesiąt filmów. Jeden Oskar. Ikona mody i muza Huberta de Givenchy. Ambasador dobrej woli UNICEF.
Brzmi imponująco? I tak jest. A mimo to Audrey Hepburn pozostała ciepłą, uroczą, skromną osobą. Tak jakby cały blichtr, w którym przecież uczestniczyła, w ogóle nie robił na niej wrażenia.

Taki obraz Audrey wyłania się z kart biografii Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji, której autorem jest syna aktorki Sean Hepburn Ferrer. Chociaż to właściwie wspomnienia o wspaniałej mamie. Bo bycie mamą, było dla niej najważniejsze - to właśnie dla synów zrezygnowała z aktorstwa.
A gdy ci dorośli, poświęciła się innym dzieciom. Nie wiedziałam, nie miałam pojęcia, jaki wkład miała Audrey Hepburn w działalność UNICEFu. Jak wiele czasu, sił i emocji poświęciła dzieciom w Afryce. Dzieciom, które tak jak ona doświadczyły głodu, wojny, opuszczenia. Chciała im dać choć cząstkę swojej miłości, choć trochę ulżyć im w cierpieniu.
To właśnie działalności w UNICEFie poświęcona została znaczna część wspomnień Seana Ferrera.

Tak wiele chciałam napisać. Ale słowa zawodzą, gdy ma się do czynienia z tak cudowną osobą.

środa, 9 września 2015

Kolejny początek

Już od połowy sierpnia chodzę i wzdycham, że poranki coraz chłodniejsze, że pająki rozsnuwają swoje nici, że słońce inaczej świeci i dzień już taki krótki. Pan Mąż już nie może tego słuchać. A na pytanie "A mówiłam Ci już, że jesień to moja ulubiona pora roku?" Reagował najpierw uśmiechem, że owszem mówiła, później irytacją, że owszem mówiłam i to wiele razy, a teraz już rozbawieniem, że jego chyba też.

I co ja mogę za to, że jesień to dla mnie zawsze nowy początek?
To chyba przez te wszystkie powroty do szkoły. Wszak trwało to dobrych kilkanaście lat. A teraz ciąg dalszy, na razie w powrocie do pracy Pana Męża. I ten powrót do szkoły to wejście na te same, utarte i schodzone ścieżki codziennego rytmu. Zupełnie inne niż szalone, letnie dni, wypełnione słońcem aż po późne godziny wieczorno-nocne. Oszałamiająco jasno i inaczej, bardziej chaotycznie. A ja lubię schemat, plan. I nawet w tym jest miejsce na spontaniczność.

I jesienią wracam do moich dwóch ukochanych Starszych Panów.